27.01.2018

tak cicho jak dziś jeszcze we mnie nie było.

łaskocząca ulotność, pióra żurawi, skrzydła motyli, ja. już nie szukam sensu.

 

całe życie było wiarą, że każdy człowiek jest dobry. każdy. że nie ma wyjątków, że są tylko pogubienia. to naiwność wielka, dziecięca, ale nie chciałam z niej wyrastać. i już chyba nie wyrosnę, chyba nie chcę takiego świata, w którym ludzie potrafią być dla siebie bezinteresownie okrutni, chyba nie chcę tu być.

nie jest łatwo uciec, gdy myśli łapczywie chwytają się najmniejszych fragmentów dnia, które mogą przypomnieć o Tobie. a Ty jesteś zwątpieniem, choć długo próbowałam nazywać Cię ładniej.

trudno jest być nikim dla kogoś ważnego.

 

siedzę w parku. nie pamiętam, czy usiadłam tu przed chwilą czy kilka lat temu.

tak cicho jak dziś jeszcze we mnie nie było.

Reklamy

12.01.2018

nierówny chodnik. omijam popękane płyty, nie staję na łączeniach, głowę mam wciąż pełną dziecka. patrzę pod nogi i liczę kroki, zastanawiam się, ile ich jeszcze przede mną zanim dojdę do szczęścia. ile uśmiechów, łez, ile butelek wina, kubków gorącej czekolady, ile papierosów, zdjęć, uścisków dłoni. ile filmów obejrzę, książek przeczytam, ile kwiatów dostanę, ile listów. czy zdążę nauczyć się grać na ukulele, czy będę wtedy mieszkać w kamienicy na ulicy M., czy zacznę dobierać skarpetki w pary. przecież ta droga musi mieć cel, nie może być tak, że jestem tu tylko, żeby umrzeć.
mówi się, że sami jesteśmy sprawcami swojego szczęścia, wiem jednak dobrze, że wcale tak nie jest. potrafię się dzięki sobie uśmiechnąć, cieszyć z drobnych przyjemności, czuć satysfakcję po ciężkiej pracy – gdyby to zależało od nas, wszyscy bylibyśmy szczęśliwi. tak naprawdę szczęście jest tylko w drugim człowieku. tylko. nigdzie indziej. siostra. przyjaciel. ukochana. tylko tam. i długo wydawało mi się to niesprawiedliwe, czasem wciąż mnie boli, że nie każdy doświadczył takiego szczęścia, że nie było równych przydziałów. taki jest wielki sekret życia, że drugiego człowieka można poznać każdym zmysłem, a wciąż nie znać ani trochę. więc łatwo się pomylić.

nierówny chodnik. gdy idę w tłumie, trudno nie nadepnąć na pęknięcia, na łączenia płyt. myślę sobie, że może skoro niektórzy nie mogą szczęścia dotknąć, to znaczy, że są jego źródłem.

3.01.2018

ile świata we mnie wsiąkło dzisiejszym deszczem?


wędrowanie kropel. ile mają już lat? czy w każdej chmurze rodzą się na nowo? czy nudzą się w lodowcach i czy źle im w moim brzuchu (zbyt często odchodzą płaczem)? 

12.12.2017

często sobie myślę, że świat to za dużo dla człowieka. że ten świat coraz większy, że człowiek coraz bardziej przytłoczony, że źle mu – mu światu i mu człowieku.
ja bym tylko kawałek mały najmniejszy, tylko ‚ś’ z tego świata, choć pewnie i tego by mi za dużo. niech się zmieści tych kilku ludzi dobrych, których znam, to drzewo, które cześć i dzień dobry, tych kilka dźwięków, które roztapiają duszę i te ramiona, które chciałabym móc nazywać domem.
ale to przecież nie tak, przecież zupełnie nie tak. nie tak, że świat trzeba poprawiać, że coś w nim zmieniać, że okrutnie zamykać. że powinnam człowieka, tego swojego, utkniętego, tego, który nie umie świata wokół, poplątanego, zwiniętego w kłębek, w kokon, w lepkie warstwy strachu i smutku, że czas go obudzić. chociaż – czy świat się pogniewa, gdy w swoich oczach trochę mniejszym będę go widzieć? jeszcze pięć minut drzemki, jeszcze w niedopasowaniu.

– ile zna pani języków obcych?
– biegle władam ciszą.